25 lutego br. miałem możliwość i przyjemność
rozmowy z siostrami Alicją (17 l.) i
Joanną (15 l.) Kubiczek,
reprezentantkami Polski w wyścigach psich
zaprzęgów. Ala i Joasia
od wielu lat uprawiają tą, jak na polskie warunki jeszcze mało
znaną dyscyplinę sportu, promując swymi sukcesami nie tylko Polskę,
ale przede wszystkim Sławków.
W rozegranych ostatnio w kanadyjskim mieście
SaguenayMistrzostwach
ŚwiataJoasia zdobyła brązowy
medal w formule canicross(bieg z psem
przywiązanym specjalną uprzężą), natomiast
Ala uplasowała się na piątej pozycji wśród
zawodników startujących w klasie scooter(jazda
na specjalnej hulajnodze ciągniętej przez psa).Siostry
Kubiczek są również medalistkami Mistrzostw
Polski i Mistrzostw Europy.
Michał Malinowski: Powiedzcie proszę jak
zaczęła się Wasza przygoda z psimi zaprzęgami?
Alicja Kubiczek: Wszystko zaczęło się gdy miałam 8
lat. W telewizji obejrzałam film pt. ,,Śnieżne psy” po obejrzeniu
którego przypięłam naszego jamnika smyczą do hulajnogi i
jeździłam w okolicach mostu przy ulicy Strzemieszyckiej, tak więc
można powiedzieć, że moja przygoda z tym sportem rozpoczęła się od
formuły scooter (śmiech).
MM: Opowiedzcie w kilku słowach o Waszej
dyscyplinie.
AK: W formule scooter maksymalna prędkość jaką
można osiągnąć wynosi około 40 km/h. 45 km/h można osiągnąć z dwoma
psami, jednak wszystko zależy od terenu.
JK: Średnia prędkość w canicrossie wynosi około 30
km/h na krótszych odcinkach. Prędkości rozwijane na dłuższych
dystansach oscylują w granicach 20 km/h. W canicrossie
biegamy dystanse rzędu 5300 metrów, a przebycie jednego kilometra
zajmuje nam poniżej 4 minut. W scooterze cały wyścig trwa
maksymalnie 10 minut.
MM: Ile jest zawodniczek/zawodników w powiecie
będzińskim, województwie śląskim i w Polsce?
AK: Jesteśmy jedynymi zawodniczkami w powiecie
będzińskim, a także w całym regionie Zagłębia. Trzy kluby istnieją
w Katowicach. Kiedyś reprezentowałyśmy katowicki klub Travois.
Teraz jesteśmy członkiniami warszawskiego klubu Grey. Wzrasta
liczba zawodników uprawiających ten sport, a wraz z nią liczba
dziennikarzy, którzy przyjeżdżają na zawody. Błysk fleszy i
obecność kamer służy na pewno propagowaniu naszego sportu, jednak z
drugiej strony problemem są nazwijmy to natrętni ludzie, którzy
krzyczą na trasie do psów by je popędzać. To stwarza problem, gdyż
psy czują się nieswojo.
MM:Czy wiążecie z tym sportem swoją
przyszłość?
JK: Na pewno z niego nie zrezygnujemy. Byłoby
fajnie, gdyby nasza dyscyplina stałą się kiedyś dyscypliną
olimpijską, jednak to zależy od ludzi, którzy zarządzają światowym
związkiem. Bardzo mocno pomysł wprowadzenia psich zaprzęgów jako
dyscypliny olimpijskiej popierają silne związki krajowe Kanady i
Czech. Moment, w którym psie zaprzęgi stałyby się konkurencją
olimpijską, byłby punktem zwrotnym w rozwoju tej dyscypliny. Na
ostatnich Mistrzostwach Europy na Kubalonce, zawody odbywały się w
tzw. olimpic model, czyli w stylu, którego trasy przebiegają bliżej
publiczności. Pozwala to na lepsze oglądanie zawodów, a także na
lepsze zrozumienie zasad tego sporu. Szansa na to, że psie zaprzęgi
staną się dyscypliną olimpijską istnieje. W Vancouver były
prezentowane jako dyscyplina pokazowa.
MM:Jak wygląda sytuacja psich zaprzęgów w
Polsce? Czy można liczyć na wsparcie finansowe związku
krajowego?
AK: W kwestiach finansowych na związek niestety za
bardzo nie można liczyć. Związek płaci startowe tylko jeśli dany
zawodnik znajduję się w kadrze na zawody. Cały wyjazd i
zakwaterowanie nie są opłacane przez związek. Trzeba stale samemu
szukać sponsorów. Przed wylotem do Kanady pomogło nam finansowo
kilka firm, którym za okazaną pomoc pragnę serdecznie
podziękować.
MM:Co sądzicie o coraz większej popularności
tego sportu?
AK: Bardzo się cieszymy, że ta dyscyplina ciągle
się rozwija, jednak niesie to także za sobą pewne
niebezpieczeństwa. Mam tutaj na myśli nieodpowiedzialne i
nieprzemyślane zachowanie ludzi, którzy kupują psy rasy Husky dla
zabawy lub z banalnego powodu, że podoba im się szczeniak. Później
często zapominają, że ta rasa ma swoje unikalne potrzeby związane z
przymusem wybiegania się. Często Husky trzymane są całymi
dniami w zamknięciu, co powoduje u nich frustrację,
prowadzącą często do sytuacji, w której psy wyją, drapią, kopią
dziury, czy też uciekają. A tak być nie powinno. Wiem o czym mówię,
gdyż działam w organizacji zajmującej się adopcją psów rasy
Husky.
MM:Jak długo dziennie trenujecie i jak wygląda
Wasz trening?
JK: Trenujemy codziennie, to prawda. Psy
przygotowuje Ala, ja trenuję sama, a w sezonie z psem.
Dziennie przebiegam od 2 do 5 kilometrów truchtem, gdyż jest to
najlepszy sposób na wyrobienie sobie własnego tempa biegu, a co
najważniejsze wytrzymałości oddechowej. Bardzo ważne jest
urozmaicanie treningu poprzez basen czy jazdę na rowerze. Dla
zwiększenia siły planuję także rozpoczęcie lekkiego treningu
siłowego w siłowni. Z psami w sezonie trenujemy około 2
godzin dziennie w Sławkowie lub 3-4 godziny dziennie poza
Sławkowem, przy czym dłuższy czas jaki poświęcamy na treningi
odbywające się poza Sławkowem ma oczywiście związek z przymusem
dojazdu na trening i powrotu do domu. Staramy się przed zawodami
trenować jak najczęściej, nawet 4-5 razy w tygodniu, ale zawsze
jeden dzień poświęcamy na odpoczynek.
AK: Dopowiem tylko do tego co powiedziała Asia, iż
bardzo ważne jest właściwe przygotowanie psów, które musi
przebiegać prawidłowo nie tylko pod względem fizycznym, ale także
mentalnym. Mówi się, że psa ,,trzeba ułożyć” czyli nauczyć go
odpowiedniego zachowania i posłuszeństwa. Nasz eurodog Max, który
przede wszystkim startuje z Asią w canicrossie
jest jak to się mówi w środowisku zaprzęgów bardzo ,,nabuzowany”,
tak więc poświęcam mu wiele uwagi, aby nauczyć go posłuszeństwa i
pokory. Ważne jest także, że w canicrossie pies reaguje
na komendy, dżi-w prawo, ha-w lewo. Komunikacja z psem także wymaga
stałego treningu.
MM:Jakie są metody opanowania psa? Czy to
prawda, że jedyną metodą na zapanowanie nad niesfornym psem jest
ugryzienie go w ucho tak mocno, że musi zaskomleć?
AJ: A to dobre! Nie to absolutna nieprawda. Tak
jak mówiłyśmy wcześniej, najlepsze panowanie nad psem uzyskuje się
poprzez jego systematyczne trenowanie. Ważne jest, aby pies jak
najszybciej pojął znaczenie komendy fe (zostaw, nie rób, nie
wolno). Gdy opanuje tą komendę, zapanowanie nad nim jest
zdecydowanie łatwiejsze.
AK: Należy jeszcze dopowiedzieć, że dobry wpływ na
młodszego psa ma zawsze starszy pies, który swym nazwijmy to
,,autorytetem” jest w stanie wymusić na młodszym urwisie
posłuszeństwo.
MM:Jakie niebezpieczeństwa czyhają najczęściej
na zawodników, przecież to sport ekstremalny?
AK: To zależy. Nie chcemy nikogo
straszyć, ale pamiętajmy, że to nie są szachy. Kiedyś np. podczas
treningu w Ligocie pies jednego z naszych znajomych został
zaatakowany przez rozjuszonego dzika, który prawdopodobnie bronił
swoich młodych. Często zdarza się, że
w bliskiej odległości przebiegnie spłoszona sarna lub jakieś inne
dzikie leśne zwierze.
MM:Słyszałyście zapewne, że podczas trwających
aktualnie Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver trasami
biathlonu często przechadzają się niedźwiedzie grizzly?. Czy to
prawda, że bezpieczeństwa zawodników podczas zawodów pilnują
uzbrojeni ochroniarze?
JK: Takie niebezpieczeństwo też istnieje, ale
pamiętajmy, że biorąc udział w zawodach to my wchodzimy na teren
będący domem zwierząt. Podczas zawodów, nawet tych
rozgrywanych w kanadyjskim Saguenay na
trasie było wielu porządkowych, którzy odganiali zwierzęta, jednak
absolutną nieprawdą jest, że porządkowi są uzbrojeni. Dzikie
zwierzęta nie są głupie, nie pchają się same tam, gdzie czują
swojego największego naturalnego wroga- człowieka.
MM:Wasz największy sukces?
AK: Mistrzostwo Polski, wicemistrzostwo Europy i
nasze bardzo dobre starty na Mistrzostwach Świata w Kanadzie.
MM:A co z porażkami?
AK: O porażkach nie wspominamy, bo patrzymy tylko
w przyszłość.
MM:Jakie nadzieje wiążecie ze zbliżającymi się
kwietniowymi Międzynarodowymi Mistrzostwami Polski?
JK: Pierwotnie Mistrzostwa miały się odbyć na
Kubalonce, jednak z powodu nagłego ocieplenia i braku śniegu
związek zdecydował się na przeniesienie zawodów do Czech. W
MMP startować mogą zawodnicy z całej Europy. Będziemy walczyć o jak
najwyższe lokaty, jednak o miejsce na podium będzie bardzo ciężko,
gdyż w formule D Ala będzie startowała z Anoukiem i Anurim, które w
marcu skończą dopiero rok. To stawia je w zdecydowanie
gorszej sytuacji niż psy starsze posiadające nieporównywalnie
większą siłę fizyczną. Ze swojej strony mogę zapewnić, że także
będę walczyć o jak najlepszy wynik.
MM:Posiadacie w swojej kolekcji medale
Mistrzostw Polski, Europy i Świata. Uprawiacie jak same
powiedziałyście sport ekstremalny, z którego czerpiecie ogromną
radość. Zapytam wprost, czujecie się gwiazdami?
JK: Absolutnie nie! (śmiech). My po prostu staramy
się jak najlepiej robić to, co jak powiedziałyśmy po prostu
kochamy. Cieszy nas, że mówi się o naszej dyscyplinie i że nasze
sukcesy przyczyniają się w jakimś stopniu do jej
popularyzacji.
MM: Teraz jeśli można pytanie z tak zwanej ,,ciemnej strony” każdej
dyscypliny sportowej. Czy w Waszej dyscyplinie zdarzają się
przypadki przyłapania zawodnika lub psa na dopingu?
AK: Zdarzały się kiedyś przypadki przyłapywania na dopingu psów, za
co oczywiście karę ponosił właściciel. Na szczęście jednak były to
przypadki marginalne i co jeszcze bardziej pocieszające przypadek
taki nigdy nie dotyczył zawodnika reprezentującego Polskę. Po
każdych zawodach rangi międzynarodowej komisja antydopingowa bada
zawodników i psy z czołowych miejsc.
MM:Czy utrzymujecie przyjaźnie lub znajomości
z zawodnikami z Polski i z innych krajów?
JK: Oczywiście, że tak. Całe
środowisko naszego sportu jest jak jedna wielka rodzina, a nasz
obecny klub Grey Warszawa jest tego najlepszym przykładem. Jesteśmy
ze sobą bardzo zżyci. Gdy nie ma zawodów często do siebie piszemy i
dzwonimy. Mamy przyjaciół m.in. w Norwegii, Austrii, Kanadzie i
Szwajcarii. Mamy ich także w Polsce, a najlepszym przykładem jest
siedząca w pokoju obok Ola Bieniek, która właśnie przyjechała nas
odwiedzić (śmiech). Ola reprezentuje aktualnie barwy Travois
Katowice, czyli nasz były klub. Korzystając z okazji chciałybyśmy
pozdrowić naszego przyjaciela Igora Tracza z Pruszcza
Gdańskiego, dwukrotnego mistrza świata.
MM:Co powiedziałybyście osobom w waszym wieku,
które chcą spełnić jedno ze swych marzeń, ale często brakuje im
odwagi do podjęcia jego realizacji?
AK: Odpowiedź może być tylko jedna: Trzeba zawsze
wierzyć w siebie i próbować realizować postawione sobie cele.
Patrząc na siebie, a przede wszystkim wierząc w siebie, na pewno
osiągnie się swój cel. Czasem nie ma nas długo w domu lub w szkole,
jednak zawsze nadrabiamy ewentualne zaległości. Joasia ma to
szczęście, że ma świetnych i wyrozumiałych nauczycieli w osobach
pani Dyrektor Zespołu Szkół im. Jana Pawła II w Sławkowie mgr
Danuty Janik i swojej nauczycielki wuefu pani mgr Anny Zdanek. Tacy
nauczyciele to prawdziwy skarb, a wymienione przeze mnie panie
zawsze służą mojej siostrze pomocą i radą. Szczerze im za to
dziękujemy.
MM:Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas, no i
oczywiście życzę złota, najlepiej olimpijskiego.
AK/JK: Serdecznie dziękujemy i miło nam, że ktoś
interesuje się naszymi sukcesami.
AK/JK: Korzystając z okazji chciałybyśmy
serdecznie podziękować naszym sponsorom, bez pomocy których nasz
wyjazd na Mistrzostwa Świata do Kanady byłby po prostu niemożliwy.
Serdecznie dziękujemy firmom Marlesz, Metalozbyt, Maxtop, Rafael,
Klinice Weterynaryjnej pana dr Molickiego, firmie Drewnex, firmie
Constans Termit, ubojni drobiu pana Edwarda Szumery, firmie Brubeck
Giom, firmie Barracuda oraz panu Marcinowi Flakowi. Państwa pomoc
była i jest nieoceniona. Dziękujemy także Burmistrzowi i władzom
miasta za ufundowanie dla nas stypendium Miasta Sławkowa w
dziedzinie sportu.
Jeśli ktoś z Państwa po przeczytaniu tego artykułu chciałby pomóc
nam finansowo w przygotowaniach do zawodów, uprzejmie
prosimy o kontakt e-mailowy pod adresem
alicjakubiczek@gmail.com
lub pod numerem telefonu: 0607877601. Współpraca z nami to
możliwość promowania firmy w kraju i za granicą. Zapraszamy także
do odwiedzenia naszego blogu: aijkubiczek.blog.pl
źródło:www.slawkow.pl