W cieniu dwustulecia urodzin Fryderyka Chopina - na razie
nieśmiało- pojawiają się inicjatywy uczczenia urodzonego dokładnie
przed siedmioma wiekami ostatniego króla z dynastii piastowskiej –
Kazimierza Wielkiego - pisze Sławomir Pietras w tygodniku
Angora.

Zamek z czasów Kazimerza Wielkiego w
Będzinie
Przyszedł na świat 30 kwietnia 1310 roku w niewielkiej
miejscowości Kowal, między Krośniewicami a Włocławkiem na Kujawach.
Z jego młodości wybieram dwa zdarzenia, które – niestety – nie
najlepiej zapowiadają przyszłość wielkiego monarchy, ale - jak to
się dzisiaj mówi – są niezwykle medialne.
Na dwa lata przed koronacją, jako królewicz i syn Władysława
Łokietka, uszedł z pola bitwy pod Płowcami. Propaganda krzyżacka
natychmiast okrzyknęła go tchórzem. Byli jednak tacy, którzy
utrzymywali, że król w ten sposób chronił i oszczędzał jedynego
następcę tronu.
Jeszcze wcześniej wysłany do Wyszehradu na dwór swej siostry
Elżbiety - królowej Węgier – wdał się w sekretny romans z jej
piękna dwórką Klarą Zach, podobno za wiedzą i pomocą królowej. Po
odjeździe królewicza wybuchnął skandal. Ojciec uwiedzionej rzucił
się z mieczem na Elżbietę, odcinając jej cztery palce i raniąc w
ramię jej męża, węgierskiego króla Karola Roberta. Napastnik
natychmiast został zabity, poćwiartowany, pozbawiony majątku i
krewnych a córkę po oszpeceniu obwożono dla przestrogi po wielu
miastach kraju. Bowiem tak okrutne było średniowiecze.
Przytaczam te dwa zdarzenia, aby – broń Boże - wykluczać
sprzyjanie królowi, a zwłaszcza umniejszanie wielkości Chopina,
który nigdy z koncertu nie uciekł, nikogo nie uwiódł (chyba!) nie
poćwiartował (brr!), nie oszpecił (sic!). Były to dwie osobowości
różniące się wszystkim: urodą, urodzeniem, temperamentem, profesją,
zamiłowaniami. Łączy ich to, że obaj byli wielkimi Polakami i
urodzili się niemal równo pól tysiąca lat od siebie.
Nasz król grzechy młodości odkupił długim, mądrym, gospodarnym i
sprawiedliwym panowaniem. Okazuje się, że ludzie pamiętają rocznicę
królewskiej zasługi – mimo upływu wieków i braku uchwały sejmowej o
uczczeniu jako oficjalnej zachęty.
Na początku stycznia w będzińskim Starostwie Powiatowym zebrało
się grono miłośników przeszłości rodzinnej ziemi i Będzin jako
pierwsze spośród założonych przez Kazimierza Wielkiego miast
ogłosił Rok Kazimierzowski.
Król nadał Będzinowi prawa miejskie w roku 1358, otoczył miasto
murami, zbudował zamek warowny i kościół pod wezwaniem Świętej
Trójcy. Po siedmiu burzliwych wiekach warownia nad Czarną Przemszą
i świątynia na Górze Zamkowej wymagają ratowania z powodu szkód
górniczych, które podkopały niemal całe Zagłębie. Gospodarni
dziedzice króla z okazji obchodów 700-lecia jego urodzin
postanowili powalczyć o przetrwanie tej spuścizny. Jest wśród nich
starosta Adam Lazar, proboszcz ks. Andrzej Stępień, prezes
Stowarzyszenia Moje Miasto Janusz Piątek, działacz samorządowy
Sławomir Brodziński, architekci Gabriel Korbut i Michał
Skarżyński.
Niech to zachęci do podobnych inicjatyw co najmniej
kilkadziesiąt Kazimierzowskich miast rozsianych po całej Polsce.
Jest przecież tyle do zrobienia w różnych dziedzinach życia w
naszej ojczyźnie. Na miarę swych skromnych możliwości, gotów jestem
przyjmować sygnały z miast erygowanych przez króla, o różnorodnych
przedsięwzięciach związanych z Rokiem Kazimierzowskim. Najciekawsze
inicjatywy zobowiązuję się nagrodzić wydarzeniami artystycznymi.
Mogą to być na przykład koncerty Chopinowskie. Szlakiem
Kazimierzowskich Orlich Gniazd z muzyką Chopina – brzmi wcale
nieźle. Ciekawe, czy z rzuconego dzisiaj ziarna będą jakieś
plony.
Źródło: Sławomir Pietras, Angora